Różne rzeczy można wyczytać na temat notatników Moleskine. Piszą, że jest to wierna kopia tych, których używali m.in. Picasso, Matisse czy Hemingway. Ważniejsze niż marketing jest to, co trzymasz w ręku – ręcznie robiony notatnik, z przyjemną w dotyku, czarną okładką, zszywanymi kartkami, kieszonką w okładce, gumką trzymająca wszystko w ładzie i zakładką, co w skrócie daje: idealny do noszenia przy sobie notatnik.
Dużo tego? Dlatego też kosztuje więcej niż zwykły notatnik, ale w ramach przenoszenia zapisków z komórki (ograniczona i nie do końca przyjemna możliwość notowania) oraz wyrabania w sobie nawyku zapisywania genialnych :) pomysłów, kupiłem Moleskine’a.

Jest wielkości dysku zewnętrznego, a kiedy leży przy czarnym dysku – wyglądają jak bracia. Tylko z jednego z nich wychodzi kabel, a drugi jest zamknięty w gumkowy kaftan, co w pewien sposób oddaje ich zastosowanie. Co więcej – równie podobnie jak wyglądają, mogą służyć wielu profesjom. Moleskine jest bowiem przygotowywany (tak, przygotowywany, trzeba pamiętać, że ręcznie i każdy ma swój numer na bazie którego można dokonywać ewentualnej reklamacji!) w różnych wersjach – notatnik, rysownik, spacerownik (specjalne wersje dla najciekawszych miast), terminarz, adresownik i kilka innych. Coś dla każdego, ale nie dla wszystkich.
Moleskine kosztuje trochę więcej niż zwykły notatnik. Właściwie kilkukrotnie więcej od zwykłego notatnika, ale… Mógłbym próbować cofnąć się do wymienionych na początku zalet – ręcznie przygotowywany, dopracowany, ładny i optymalny, jednak to, co najważniejsze w skrócie można opisać jako przemyślany. Ten notatnik jest prosty, ale z pomysłem.
No i co tu się oszukiwać – to świetny, choć trochę staroświecki, gadżet. Ten mój będzie wkrótce wart miliony. :)
O autorze: Dominik Koza nie przełącza reklam, używa sporo przecinków, pracuje jako copywriter w agencji reklamowej Hand Made. Tu przebywa prywatnie (dookreślenie tego ma dla niego znaczenie). Często dostępny na Facebooku.
Wpis opublikowano 30 września 2008 w kategorii na szybko.
Automagicznie powiązane wpisy:
- Daily
- Seks, kawa czy reklama?
- Pozytywy negatywu, czyli o plusach negatywnych opinii
- Rewolucja XIX wieku – produkcja masowa ubrana w logo
- Nie jesteś odporny na reklamę

Jesteś na pisanym przez copywriterów blogu o reklamie:
- dowiedz się kim jest copywriter,
- zapoznaj się z autorami.
Bądź na bieżąco!
Dodaj Reklamę po korekcie do RSS lub otrzymuj wpisy na Twój e-mail.
Ja może już zacznę licytować… ;)
Lepiej zainwestuj, kup kilka dla siebie, zapisz je niezłymi pomysłami, sprzedaj wszystkie i wtedy będzie szansa na kupno mojego. ;)
siła kurde marki ;)
Nie mam jedynie niezłych pomysłów.
Zapisawszy jedną stronę mojego fantastycznego notatnika marki Tesco, już prawie Cię wykupiłam. ;)
@Eirena, umowa kupna mojego Moleskine’a opiewająca na miliony złotych spisana na kartce z Tesco to – tak jak piszesz – wciąż za mało.
Ależ, ależ – o umowie jeszcze nie było mowy. Teraz rozmawiamy o wartości.
Nie rozmawia się o wartości rzeczy bezcennych. ;) Po prostu się je sprzedaje i mówi, że to i tak za bezcen.
hm… a ja mojego Molka kupialam w Stambule, co ciekawe tam wlasnie znalalzam wersje kalenarzowa wazna od 1 lipca 2008 do 31 grudnia 2009. Tak wiec, mam szanse wpolnego _z nim_ zycia przez poltora roku!
To mi sie podoba. Nie bede biegac od ksiegarni do ksiegarni na poczatku stycznia.
I tym samym, wrzuciłeś w niebyt nasze dotychczasowe ustalenia. Muszę się teraz poradzić mojego prawnika, bo – mimo wszystko – jednak się trochę na te twoje notatki łaszczę. :)
Skomentuj wpis!
Jesteś na pisanym przez copywriterów blogu o reklamie:
- dowiedz się kim jest copywriter,
- zapoznaj się z autorami.
Bądź na bieżąco! Otrzymuj wpisy
przez RSS lub na Twój e-mail.
Najnowsze komentarze
Wewnętrzne linki
Tematy wpisów
Nasze strony
Po polsku
Zagramaniczne
Ostatnie trackbacki
Archiwum
Meta
Najnowsze wpisy
Najbardziej dyskutowane
Wirtualnie pomóż lokalnie!
I jeszcze to...