Odbyt. Nieruchomości

Znalezienie dobrego słowa trudną sztuką jest. I już. Niemal codziennie w przekonaniu tym utwierdzają mnie przeróżne Pocztexy, Polimexy, Budimexy, Hardexy, Kopexy, Plastboxy, Techmexy, Warimpexy i inne, podobne spuścizny różowego myślenia lat 80-tych. Niczym nie można tak sobie przechlapać biznesu jak kiepską nazwą firmy. Zwłaszcza, gdy poziom tej nazwy sięgnie… odbytu. Dosłownie.

Znany z Goldenline przypadek, który dopiero do mnie dotarł, rewelacyjnie potwierdza tą regułę. Oto, zapewne dlatego, żeby nazwa firmy była dostojna i poważna, pewna agencja nieruchomości postawiła na słowo łacińskie.

Nic niezwykłego i nawet dość zrozumiałe, choć odrobinę już trąci myszką. Niestety, o wiele gorzej trąci łacina założycieli firmy. Trąci, a wręcz śmierdzi. Tak analnie śmierdzi. Nazywając swoją firmę „Rectum”, dokonali oni absolutnie unikatowej, ekwilibrystycznej sztuczki. Najwyraźniej głowa odpowiedzialna za tą nazwę, we właściwym momencie znalazła się we właściwym miejscu. Czyli – mówiąc wprost – w dupie.

Ja wiem, że nie każdy wie, że ‚rectum’ znaczy po prostu ‚odbyt’. Zgadzam się też, że o osobach, które szukają mieszkania czy domu do kupna, mówi się, że „badają” albo wręcz „penetrują rynek”. Ale żeby od razu penetrować go przez „Odbyt”?

Przypisy:
www.rectum.com.pl – Nieruchomości „Rectum”
rectum – tłumaczenie słowa
badanie per rectum

– Znaczy się; „Penetracja rynku nieruchomości?”

18 odpowiedzi do “Odbyt. Nieruchomości”

  1. UZUPEŁNIENIE:

    Po informacji ze strony firmy, która wyjaśniając taki wybór nazwy przytoczyła wyłącznie tłumaczenie z łaciny. Oczywiście, rectum po łacinie znaczy tyle co „rządzić” lub „sprawiedliwość” (słownik łac – pol). Czego w żadnym momencie nie negowałem, pisząc w tekście, że „…agencja nieruchomości postawiła na słowo łacińskie…”. Wygląda więc na to, że ten wpis nie do końca został zrozumiany. A więc łopatologicznie; co z tego, że „recutm” po łacinie znaczy „rządzić”? W ten sposób przełumaczy to 1 klient na 10 000. Natomiast 1 na 10 przetłumaczy go z angielskiego. To chyba oczywiste, że osób znających angielski jest 100 razy więcej niż tych, którzy znają łacinę?

    „Rectum” w powszechnie znanym, międzynarodowym języku znaczy dokładnie: „odbytnica” (rectum – język angielski), zresztą tak samo jak w języku francuskim (rectum – francuski). Dlatego nie rozumiem przeświadczenia firmy, że ludzie będą kojarzyli go z „sprawiedliwy”. Przecież łacinę zna promil Polaków.

  2. Tak :) Stwierdzili, że nie wiem o czym piszę.

    Nie przekopiuję priv maila, bo nie wypada, ale wyraźnie założyli, że kompletnie nie znam łaciny, i tylko dlatego się nabijam z nazwy. Bo przecież po łacinie to takie piękne słowo jest. :)

  3. regułę”, „ nazwę”. I autor śmie się nazywać copywriterem/redaktorem?…

  4. Oooo, widzę, że jakiś „zawodowy korektor” poprawia bloga. :) Gratuluję poczucia wybitnej, językowej misji, ja też czasem bez potrzeby dmucham na zimne hahahahaha.

  5. Jak na taka firmę, która nie zarabia 5 PLN… mogliby sie pokusić o jakiś większy reaseach. Inaczej, wychodzi niezły KAŁ, zamiast RULEZOWANIA ;))

    Rozumiem że jest pogoń, za łacińska nobilitacja.
    Ale od śmieszności do kompromitacji może być tylko cienka czerwona linia. Szczególnie trzeba uważać, gdy używamy słów, które nie dokońca musza znać dokładnie to samo w róznych jezykach świata.

  6. odbyt, czy nie moim zdaniem nazwa nietrafiona, bo nijak ma się do tego, czym owa firma się zajmuje… a ja lubię jak firma ma nazwę, która się „klei” z działalnością.

  7. W tym konkretnym przypadku nobilitację od kompromitacji dzieli gruba brązowa linia.

  8. zawsze mogli nazwać się Weltschmerz…
    ciekawe, skąd ludzie biorą takie nazwy…
    z dzieciństwa pamiętam firmę „Dziurex”. w latach późniejszych zastanawiałam się czym się mogła zajmować, bo kojarzy się niejednoznacznie… niestety, kiedy chciałam sprawdzić okazało się, że już nie istnieje :( nie wiem, czy nie przetrwała szalonych lat 90tych, czy nazwa ją zabiła…

  9. Określenie „per rectum”jest znane chyba nawet językowym analfabetom. Ale w nieruchomościach najwyraźniej nie:)

    Pogoń za łacińskimi skojarzeniami bywa ryzykowna… pewna firma (Agencja BONO) z uporem w swoich materiałach chwaliła się, że robią dobre eventy i dobrą reklamę, bo „bono znaczy dobrze (łac.)”. Aż któregoś dnia pewna pracownica tej firmy nie wytrzymała, kupiła w księgarni za rogiem słownik i spróbowała przekonać szefa, że nie do końca tak to jest. Chyba uwierzył, bo teksty na stronie www i w materiałach zmienił (po roku).

  10. haha autorze z calym szacunkiem deklinacja sie klania- jednak miedzy ‚ja nie rozumié’ (nie mam pl znakow,ale patrz Twoj 1y komentarz), a ‚ja nie rozumiEM’, jest wyrazna roznica, panie dziennikarzu. I smieszno, i straszno.

  11. Jest wiele przykładów fatalnego namingu. Klasykiem jest firma nazwy gastronomiczno-cateringowej, którą to właścicielka nazwała swoim nazwiskiem. Problem w tym, że miała ona na nazwisko Kupka. Logo to widelczyk, a obok napis kupka. Genialne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *