Odwiedziłem dom rodzinny, dostałem jak zawsze do ręki lokalną gazetę i zapoznawałem się z kolorową codziennością miasta, w którym się urodziłem. Lokalna gazeta ma to do siebie, że kilka stron (w tym, oczywiście, okładka) chwali się gramaturą i kolorem, a w środku jest już trochę gorzej. Także jeśli chodzi o zamieszczony (właściwie szczany) materiał.
Miałem trochę zaległości w odwiedzinach, więc dostałem aż dwie gazety. Nie licząc konkursu na najlepszego policjanta osiedlowego i dziewczyn, które wystąpiły w „Mam talent”, skupiłem się na artykule od Allegro. Moje rodzinne miasto, to w którym się urodziłem, przeżywałem wzloty i hańbiłem, odnosiłem sukcesy i piłem, walczy o noworoczny koncert, za który zapłaci Allegro! Pomyślałem: koledzy po fachu robią w balona (lub coś podobnego) moich ziomków. Nieładnie.
Nie zauważyłem żadnych oznaczeń artykułu sponsorowanego, za to pełne wyjaśnienie zasad konkursu w formie jakby to pisał lokalny dziennikarz. Więcej, pewnie to pisał lokalny dziennikarz na bazie informacji od Allegro. W każdym razie wydaje się, że miało wyglądać na artykuł i tak wyglądało, bo nie wyglądało na reklamę. Myślę sobie, że pewnie to nawet skuteczna akcja – są pieniądze, można się lokalnie promować, a lokalne promowanie to dobry sposób dla marki o takiej pozycji. No, ale jednak – pierwsza myśl krzyczała, że ja teraz jestem (choć tylko na chwilę to jednak) również lokalsem i nie dam się na to nabrać. Druga myśl, rozsądniejsza, dopowiedziała, że to przecież nie dla mnie konkurs. Trzecia się zaśmiała i stwierdziła, że człowieka czasem otępia rodzinne miasto, skoro tak buntowniczo (choć tylko wewnętrznie, ale jednak) reaguje na prostą reklamę. A czwarta myśl nie nadaje się do publikacji.
Natomiast piąta myśl jest ważna. Piąta myśl bowiem była krótka i treściwa: nic się nie zmieniło, wciąż tylko igrzysk i wina.
Wtedy uświadomiłem sobie – jednym z tych prostych uświadomień, które inni pewnie mają już dawno za sobą (ale czy na pewno?) – że reklama bardziej nawet niż inne formy, które znajdziemy w telewizji czy internecie, prasie czy radiu, daje nam igrzyska i wino. To dziś już taka zabawa dla ludu. Kup to, a może wygrasz tamto. Weź tamto sto razy, otrzymasz jeden coś. Zobacz, to jest fajne, fajniejsze itd.
Dlatego też tak bardzo chcemy (my, inteligentni) lepszych reklam, cokolwiek to znaczy. Inteligentni ludzie na co dzień nie chcą bowiem uczestniczyć w zabawach plebsu, więc domagają się takich zabaw, w których plebs nie może uczestniczyć. Trudniejszych. Są więc przygotowane również takie marki, które spełniają tę rolę. W ten sposób w igrzyskach mogą uczestniczyć wszyscy, również inteligentni i bogaci (co nie zawsze współgra i nie wszystkie marki dla inteligentnych są tymi dla bogatych i odwrotnie). Ważne, żeby – to się też nie zmienia od kiedy tylko świat opisywany jest w książkach – dla nich wszystkich były odpowiednie sektory na trybunach. Nie chcesz uczestniczyć w igrzyskach? A może w sektorze VIP? No, to rozumiem…
Podsumowując, pozostaje napisać krótko: Allegro, dobra akcja na koniec roku! Taka refleksyjna.Tylko, czy powinienem występować na Allegro jako rodzinne miasto czy wspomagać Kraków? Nie, to już za dużo refleksji. Przecież to tylko reklama.
O autorze: Dominik Koza nie przełącza reklam, używa sporo przecinków, pracuje jako copywriter w agencji reklamowej Hand Made. Tu przebywa prywatnie (dookreślenie tego ma dla niego znaczenie). Często dostępny na Facebooku.
Wpis opublikowano 1 listopada 2009 w kategorii reklama.
Automagicznie powiązane wpisy:
- Przyciągają, tworząc historie – dojrzałe marki
- Nowa Ikea jak Allegro?
- Polityka, reklama i show business
- Pozytywy negatywu, czyli o plusach negatywnych opinii
- Prawdziwe dziewice nie dosięgną

Jesteś na pisanym przez copywriterów blogu o reklamie:
- dowiedz się kim jest copywriter,
- zapoznaj się z autorami.
Bądź na bieżąco!
Dodaj Reklamę po korekcie do RSS lub otrzymuj wpisy na Twój e-mail.
nie chcesz roznosić orzeszków i popcornu?
no to może hasło na transparent wymyśl? piosenkę? scenariusz do teledysku? albo coś dalej od mainstreamu – vlepki! i żeby takie były, że ludzie sami będą je rozklejać
spoko zadania? noooo! ;D
Skąd ja znam ten motyw z wlepkami? ;)
Przy drugim akapicie pomyślałam: „O, czyżby Pan był z mojego miasta?” ;) Nie czytałam tego artykułu ale wcześniej widziałam billboard tej akcji i miałam mieszane uczucia. Z jednej strony fajnie, że w końcu nasze miasto bierze w czymś udział (ach ten lokalny patriotyzm)ale z drugiej… Poza rzeczonym billboardem i artykułem, akcja nie jest rozreklamowana więc jakoś nie dziwię się, że artykuł nie był „sponsorowanym”, to raz. Dwa, miasto bardzo by chciało wygrać (co jest oczywiste i Allegro to dobrze wykorzystuje) ale większość ludzi ma to gdzieś czy ten koncert się odbędzie czy nie – z całej akcji zapamiętają tylko „Allegro”. Jedną z pierwszych myśli u mnie było ironiczne „I gdzie oni niby chcą to zrobić? Pod Centrum? Na stadionie?”. Inna sprawa, że nawet socjologicznie JZ jest skazane na porażkę. Akcja Allegro jest skierowana głównie dla ludzi młodych (a przynajmniej ja to tak odbieram), co biorąc pod uwagę, że coraz więcej młodych ludzi wyjeżdża, nie rokuje zbyt dobrze (dla koncertu, nie reklamy – reklama działa tutaj bardzo dobrze: nawet na tej stronie nazwa A. pojawia się hmm 8 razy? i nikt nam nie zapłacił ;)). Dobra, kończę ten wywód pełen oczywistości ;) Pozdrawiam z drugiego końca Polski (w linii poziomej;)!
ps. „Weż tamto sto razy” można by było poprawić ;)
@mw, dzięki za wyłapanie literówki.
Lokalne gazety mają jak widać siłę, trudno po taką nie sięgnąć w trakcie wizyty w rodzinnym mieście. Pozdrawiam jastrzębiankę.
też mam na sumieniu wlepkę.
Skomentuj wpis!
Jesteś na pisanym przez copywriterów blogu o reklamie:
- dowiedz się kim jest copywriter,
- zapoznaj się z autorami.
Bądź na bieżąco! Otrzymuj wpisy
przez RSS lub na Twój e-mail.
Najnowsze komentarze
Wewnętrzne linki
Tematy wpisów
Nasze strony
Niezwiązane linki
Po polsku
Zagramaniczne
Ostatnie trackbacki
Archiwum
Meta
Najnowsze wpisy
Najbardziej dyskutowane
Wirtualnie pomóż lokalnie!
I jeszcze to...