SouthWest Airlines – jak zaradzić kryzysowi

Słowo wstępu od Dominika:

southwest airlines Sympatią do Southwest Airlines zaraził mnie Marek Staniszewski jednym ze swoich artykułów. Chciałem, żeby ta marka zagościła na blogu, bo jest świetnym i wciąż aktualnym przykładem reakcji na kryzys. A o nim dużo się mówi i na bieżąco.

Poprosiłem więc Marka Staniszewskiego, żeby napisał o SouthWest Airlines wpis na Reklamę po korekcie. Marek zajmuje się strategią (jego blog „tak na marginesie” niedawno polecałem), z tego też punktu widzenia patrzy na SouthWest Airlines, a jeśli mnie zainteresował to liczę, że i Was.

Czytaj dalej SouthWest Airlines – jak zaradzić kryzysowi

Copywriter i PR-owiec: refleksje freelancera

O kilka słów na temat pracy copywritera i zarazem specjalisty ds. PR poprosiłem Krzyśka Koczorowskiego. Co poniżej to już jego słowa.

Jest godzina 11, gdy przecieram oczy, nie mogąc uwierzyć, że to już ranek. Odsłaniam żaluzje i widzę, jak dzieci wracają ze szkoły… Codziennie patrzę w lustro i powtarzam sobie, że jestem niezły. Daje to kopa na jakieś pół godziny, dopóki nie odbiorę maili i nie oddzwonię do tych, którzy śmieli zakłócić ciszę nocną, trwającą u mnie od rana, do południa. Potem jest już tylko coraz lepiej… Patrzę w kalendarz (ciągle jeszcze papierowy) i widzę, że dzisiaj trzeba wysłać ofertówki do klientów klienta, przedstawić propozycje nazwy dla nowej agencji reklamowej, napisać artykuł sponsorowany, przygotować dwa scenariusze do reklamy radiowej, a wieczorem odwiedzić znajomych. Czytaj dalej Copywriter i PR-owiec: refleksje freelancera

Kto jest kim w agencji reklamowej i interaktywnej: dział strategii

Pracę działu kreatywnego poprzedza praca działu strategii. Na jej temat napisał Bartek Gostkowski – strateg, oczywiście. W tym miejscu oddaję pole tekstowe…

Strateg dla agencji reklamowej jest tym, kim Gandalf był dla Drużyny Pierścienia, Mojżesz dla Narodu Wybranego, a Pan Sowa dla gangu ze Stumilowego Lasu. Podczas, gdy członkowie agencyjnej braci (i siostrzeństwa) dają się wodzić za nos fałszywym bożkom własnej kreatywności, prowadzą nierówną walkę z niemocą twórczą, albo szykują na wielką krucjatę przeciwko jak-zwykle-pozbawionym-sensu-poglądom-klienta, nieco na uboczu, malowniczo stoi strateg. Przepełnia go mądrość i zrozumienie dla konsumenckiej potrzeby… a z ust jego płyną słowa potężne i groźne niczym zaklęcia, zdania które zmieniają rzeczywistość, decydują o biegu konsumenckiej decyzji zakupowej a czasem, nawet, o zmianach w postrzeganiu marki. Czytaj dalej Kto jest kim w agencji reklamowej i interaktywnej: dział strategii

Ulubione reklamy reklamiarzy, odc. 5

Od Dominika:

Wyszliśmy ponad cztery wpisy w jednej serii tematycznej! ;) Co przypomina, że czeka na kontynuację również seria wpisów o pięknych kobietach w reklamie (tam na razie trzy odcinki: 1, 2, 3).

Wracając do ulubionych reklam reklamiarzy, dzisiejszy odcinek (piąty!) poprowadzi Olga Horodecka, senior copywriterka.

Olga Horodecka: Jestem fatalnym materiałem na fankę – natomiast znakomitym na chorągiewkę. Mój reklamowy gust kieruje się raz w tę, raz w inną stronę jak na silnym wietrze. Zawsze jednak wybieram te kampanie, które z jednej strony wzbudzają emocje, z drugiej zaś zasadzają się na pastiszu („marchewkę pytam, czy kupiłeś” itp.). W tej chwili ów wiatr zdecydowanie porywa mnie w stronę spotu Calle 13:

Zaskoczenie, humor, dystans do promowanego produktu, autoironia – wszystko to sprawia, że filmik znakomicie się ogląda i na długo zapamiętuje. Swego czasu podobny schemat zastosowano w reklamach Heyah („Nie umiemy opowiadać bajek”). Spoty były estetyczne, copy klarowne, a piosenka w wykonaniu Z. Wodeckiego wpadała w ucho. A jednak zdecydowanie preferuję Calle 13 za postawienie kroku dalej i wejście w świat humoru tyleż abstrakcyjnego, co odważnego.

Do „ulubionych” zaliczam również reklamy prasowe tego samego kanału TV. Stanowią one z kolei pastisz popularnych kampanii Ikea. Jedno ze zdjęć przedstawia martwą kobietę w wannie, drugie zaś mężczyznę z kilkoma nożami w klatce piersiowej. Tekst sprowadza się do „ikeopodobnych” komunikatów: BARNȀCH toster 39,95 €; SLȀSAK noże – sześć w opakowaniu 25,60 €. O tym, że jest to reklama kanału telewizyjnego informuje tylko logo. I znów – pastisz, humor i odwaga, ale tym razem połączone ze znakomitymi zdjęciami. Przyznam, że kampania prasowa podoba mi się nawet bardziej, niż telewizyjna, właśnie ze względu na aspekt wizualny – zamierzenie, czy też nie – nawiązujący do stylu Ervina Olafa.

W obu przypadkach doceniam także ograniczenie copy do minimum (przy zachowaniu jasności przekazu). Głos z offu nie tłumaczy nam tego, co właśnie widzimy; tekst drobnym drukiem nie precyzuje z czego mamy się śmiać a co brać na poważnie. Takie działanie jest ukłonem w stronę inteligencji odbiorcy i zarazem zabiegiem zdecydowanie za rzadko stosowanym. Ale to już całkowicie inna kwestia.

PS Olga znalazła również wspomniane prasówki.

nieklasycznereklamy016

nieklasycznereklamy017

Ulubione reklamy reklamiarzy, odc. 4

Odcinek 4. prowadzi Maciek Budzich, autor blogu Mediafun.

Maciek Budzich: Wybór najlepszej reklamy to sztuka bardzo trudna… w całej ich masie ciężką wybrać tę jedyną, dlatego od razu na wstępie poddaję się. Ale jest sporo reklam, które gdzieś tam siedzą mocno w głowie i często wracają przy różnych okazjach. Jedną z takich „powracających” do mnie reklam jest animowana reklama Levisów „Dooble Stitched”. W dawnych czasach… kiedy w Polsce blok reklamowy rozpoczynał się wybuchającą animowaną kulką, pojawiła się ta reklama. Nie wiem jak bardzo Shaggy był wtedy popularny w Polsce, ale na pewno, dzięki temu spotowi zaistniał we wszystkich dyskotekach i klubach (tak na marginesie, to nie bardzo kojarzę inne piosenki Shaggiego). Ale w samej reklamie nie tylko świetnie dobrana muzyka przyciąga uwagę czy prosta i dynamiczna historyjka, ale przede wszystkim genialna animacja – boom na Walleca i Gromita (Nicka Parka) nastąpił chyba niedługo później. Dla mnie reklamówka „kultowa”, taka, podczas której trudno przełączyć telewizor na inny kanał.

Ulubione reklamy reklamiarzy, odc. 3

Od Dominika:
Trzeci wpis z serii „Ulubione reklamy reklamiarzy” poprowadzi Leszek Łuczyn, dyrektor kreatywny w agencji Supremum Group

.

Leszek Łuczyn: Nie mam ulubionej reklamy. Jedne pamiętam – inne nie bardzo. Wśród tych, które pamiętam, są takie, które chętnie pokażę komuś innemu, albo po prostu uznaję za „fajne”, albo pamiętam, bo są złe. Ale – samo pamiętanie jest dobre. To, co pamiętam – inspiruje mnie. Zadaję sobie pytania: dlaczego akurat to zapamiętałem? co właściwie zapamiętałem? Dobrze mi się zapamiętuje reklamy, które mają sensowną, autentyczną fabułę, pokazaną bezpośrednio lub stojącą w domyśle za nieruchomym obrazem, w których w sposób może przerysowany, może pastiszowy odbija się coś, co zdarza się naprawdę albo jest powszechnie występującym schematem ożywionym nowym ujęciem. Złe i głupie reklamy bywają podwójnie inspirujące, bo poznając „uszkodzenia” odkrywamy proces sprawiający, że reklama działa – jak w medycynie. Z drugiej strony „głupi pomysł” może być bardzo skutecznym nośnikiem, zła z pozoru reklama może świetnie spełniać swe zadanie – jak Gracjan w MediaMarkt (nie znam badań, ale zakładam, że kolejne przypomnienie o niskich cenach dotarło tam, gdzie miało dotrzeć). Prawdziwie fatalnym „uszkodzeniem” jest tylko zepsucie komunikatu.

Świeżym przykładem reklamy, którą dzieliłem się ostatnio z innymi, jest ta:

I tak przy okazji – mam wrażenie, że w Polsce reklama „społeczna” jest traktowana zwykle po macoszemu, agencje robią z niej jakiś niezrozumiały wyraz „artystycznej” twórczości (przychodzi mi na myśl kampania outdoorowa sprzed roku przeciwko przemocy w rodzinie z jakimiś szarymi cegłami i drobnymi literkami) – a może nie agencje, tylko niemyślący marketingowo zleceniodawcy? A przecież, choć temat „niekomercyjny”, chodzi o to samo – skuteczny komunikat.

Szkoła reklamy – lepsza od stażu w agencji reklamowej?

W związku z pytaniami o staż w agencjach reklamowych i naukę w szkole reklamy oraz niedawną dyskusją na ten sam temat, poprosiłem Szkołę Mistrzów Reklamy o wpis. Odpowiedziała Katarzyna Dragović, założycielka tej szkoły. Myślę, że ten wpis odpowie na wiele pytań.

Co poniżej to już Katarzyna Dragović.

Jako założycielka szkoły reklamy często spotykam się z pytaniem: po co taka szkoła i czy nie lepiej pójść na staż do agencji.

Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że szkoły reklamy są różne, różne mają założenia i cele. Są takie, które uczą reklamoznawstwa i są takie, które uczą robienia reklam. Jeśli się więc jest w szkole, która uczy głównie teorii i w której uczą ludzie luźno związani z reklamą, wtedy – jeśli chce się pracować w agencji – chyba lepiej pójść na praktykę. Spotkałam się z przypadkiem, że copywritingu uczyła dziennikarka (z całym szacunkiem dla dziennikarstwa, jest to jednak zupełnie inny zawód). W takim wypadku rzeczywiście chyba lepiej jest po prostu pójść na staż.

Tylko że ze stażem to na dwoje babka wróżyła. Wszystko zależy od tego, w czyje ręce się trafi. Bywa tak, że stażysta przycina boardy i po prostu pęta się po korytarzach. Najczęściej odwala czarną robotę, której nikt inny nie chce robić. Raczej nie dostaje ciekawych briefów, bo te biorą dla siebie seniorzy. Oczywiście bywa też tak, że stażysta naprawdę pracuje i czegoś się uczy. Kiedy byłam dyrektorem kreatywnym w dużej agencji reklamowej, pozwalałam moim stażystom robić wszystko to, co robili doświadczeni pracownicy. Ale, jak mówię, różnie to bywa.

Czytaj dalej Szkoła reklamy – lepsza od stażu w agencji reklamowej?

Ulubione reklamy reklamiarzy, odc. 2

Od Dominika:
Serię wpisów o ulubionych reklamach reklamiarzy rozpoczął wczoraj Łukasz Macheta i Volksvagen. Dziś odcinek drugi, a w nim dwie copywriterki: Katarzyna Matuszyk, prowadząca blog Reklama od kuchni, oraz Irena Magierska, prowadząca Zjadamy reklamy. Dwie panie w jednym odcinku, bo obu paniom podoba się ta sama reklama. Ciekawe, czy któraś z nich piła to piwo…

Katarzyna Matuszyk: Za kryterium ulubienia przyjęłam sobie to jak często do reklamy wracam i czy mam ją wgraną w telefonie. Sporo tego, ale…
„And the winner is”: „Big ad” Carlton Draught.

Lubię ją dosłownie za wszystko. A szczególnie za to jak oddaje „ducha” piwa:
– Jest ujmująco szczera: „It’s a big ad. Expensive ad. This ad will better sell some bloooooody beer”. Nie wiem jak w Was, ale we mnie piwo zawsze wyzwala szczerość.
– Jest naprawdę dobrze zaśpiewana, a wiadomo, że po piwie zawsze śpiewa się lepiej.
– Sporo w niej autoironia i humor z lekkim przymrużeniem oka – a nic tak nie rozwesela jak dobry browar w dobrym towarzystwie.
– Copy jest genialne.
– I oparta na zaskakującym kontraście: zapowiada się pompatycznie, wielkie „wyjście z kolegami”, ale revelation jest lekkie, wesołe i przyjemne.
Takie jakie powinno być piwo i jego konsumpcja.

Irena Magierska: Po pierwsze muzyka – Carmina Burana. Jeśli którykolwiek z utworów, kiedykolwiek wzruszył Hitlera – to była to na pewno Carmina Burana (dla wyjaśnienia – CB skomponował Orff w nazistowskich Niemczech). Oczywiście wzruszenie wodza mogło być spowodowane tym, że oczyma wyobraźni widział swoje wojska kroczące w rytm Burany (pasuje, pasuje), ale nie o tym miało być.

Po drugie – tekst. Jak dla mnie jest żywcem wyjęty z Monty Pythona. A że Anglicy z Monty Pythona to dla mnie perły prawdziwe, złoto i platyna w jednym i jestem święcie przekonana, że tak jak nigdy nie można się spodziewać hiszpańskiej Inkwizycji, tak nie wolno ufać ludziom, których oni nie śmieszą, twórcy spotu mają u mnie za ten tekst ogromnego plusa.

A poza tym: pomysł, rozmach, koordynacja tej masy ludzi, sceneria, światło… Dla mnie po prostu majstersztyk.

Ulubione reklamy reklamiarzy, odc. 1

Od Dominika:
Może jednak Noc reklamożerców nie była taka zła, w końcu zainspirowała kilka rozmów. Między innymi tę o ulubionych reklamach. W związku z nią, poprosiłem kilka osób pracujących w szeroko rozumianej reklamie lub zajmujących się reklamą o wybranie ulubionej. Oprócz zaprezentowania jej, także o napisanie kilka słów na temat.

Dziś odcinek pierwszy, po nim kolejne, więc szykuje się nam seria wyselekcjonowanych reklam. Takich, które lubią reklamiarze. Z tego, co widzę, zapowiada się naprawdę nieźle. Na pierwszy rzut Łukasz Macheta, bloger i redaktor zajmujący się mediami oraz reklamą. Poniżej znajdziecie wybraną przez niego reklamę i kilka słów na jej temat. Podobnie w kolejnych wpisach z tej serii, kiedy swoje ulubione reklamy przedstawią zaproszone osoby. Zaczynamy.

Łukasz Macheta: Mam dziwną słabość do reklam z samochodami (najchętniej w roli drugoplanowej). 90-sekundowy spot „Night Drive” Volskwagena to praktycznie ideał: świetne, nocne zdjęcia, muzyka + Richard Burton czytający fragment „Under Milk Wood”. Zwycięzca w swojej kategorii.

(Początkowo do tego wpisu chciałem zaproponować jeden ze starych filmów PlayStation w reżyserii Lyncha lub Cunninghama, nic straconego – poszukajcie ich na YouTube!).