BlogDay 2010

Było powiedziane, że pojawią się tu linki do 5 blogów, które polecicie za pomocą naszej strony na Facebooku

. No i pojawiają się w ramach BlogDay 2010.

Zapraszamy więc na blogi całkowicie niezwiązane z tematem reklamy:
– Artura Kuliga nieistotnefoto.pl,
– Joanny Sztokinger skrawki życia,
– Żenia Żaczek podesłała marta.blonscy.eu,
– Michała Koseckiego myśli samoprzylepne,
– Małgorzata Stankiewicz poleca czachowskiego.

Się pamięta reklamę w sieci czy się nie?

Przeglądałem zaległe materiały do przeczytania i okazało się, że zapisałem dwa artykuły na ten sam temat. Okazało się też, że te same dane przedstawiają w dość sprzeczny sposób. Mowa o „Dlaczego zapamiętujemy reklamy internetowe?” oraz „Reklama w internecie nie do zapamiętania” – prawda, że na pierwszy rzut oka sprzeczne?

Oczywiście, przy drugim podejściu można stwierdzić, że pierwszy artykuł mówi o czynnikach, które sprawiają, że niektóre z reklam zapamiętujemy, a drugi o ogólnej niskiej zapamiętywalności. Nie zmienia to jednak faktu, że wydźwięk dwóch artykułów na ten sam temat jest różny. Ciekawa jest też szybka reakcja IAB, która badanie będące podstawą dla obu artykułów, a przeprowadzone przez Zenith Optimedia, określiła jako „ciekawy, ale nierzetelny głos w dyskusji”. A podsumowując można powiedzieć o dowolnej reklamie na dowolnym nośniku: nudy się nie zapamiętuje.

Reklama jak nóż

Impreza. Nowopoznana osoba, znajomy znajomych. Trwa rozmowa, pada skierowane do mnie pytanie: czym się zajmujesz zawodowo? Szybka odpowiedź: pracuję w agencji reklamowej, doprecyzowuję: copywriter. Pada kolejne pytanie: czym zajmuje się copywriter? Odpowiadam. I wtedy się zaczyna… Bo reklama to zło, praca w agencji reklamowej – brak zasad, a przecież można inaczej.

Czytaj dalej Reklama jak nóż

Kampania prezydencka już trwa

Niedawno powstały nowe serwisy internetowe zarówno Kancelarii Prezydenta jak i Kancelarii Premiera. To i owo można było usłyszeć o inspiracji jaką dla obu stron była amerykańska The White House

. Widocznie doradcy polskich polityków stwierdzili, że jak sprawdza się w Stanach to i u nas da radę.

W ogóle wychodzi na to, że w pomyśle na kampanię będzie nam blisko do minionych wyborów z Barackiem Obamą w roli głównej. Obama ma twittera, u nas premier blipuje. Inny przyszły kandydat wręcz korzysta z wizerunku Obamy. W tym ostatnim linku pojawia się tytułowe dla artykułu pytanie: czy polska kampania prezydencka 2010 będzie kopią amerykańskiej? Jeśli tak, jest szansa na drugiego Nobla dla polskiego prezydenta! A poza tym będziemy świadkami – choć odgrzewanego – to jednak ciekawego marketingowo kotletu. O świeżości drugiej jakości.

Krótka refleksja o deklaracjach

Niektóre koncepcje nigdy nie zostają zrealizowane ze względu na zły odbiór na badaniach. Na badaniach wymaga się opinii od Kowalskiego i Kowalskiej, więc wymuszone opinie z ust wypadają, a później są zawzięcie bronione. A jeśli za bardzo ufa się badaniom, powstają reklamy z kobietami, które na widok pięknych i kolorowych ubrań nie mogą się nadziwić, że to nie nowe, że to już wielokrotnie prane. No, ale prane w Per…

I tak a propos deklaracji połączyłem informacje płynące z dwóch badań. Pierwsze przeprowadzono przed Świętami, a jednym z wniosków było stwierdzenie: Polacy nie są zadowoleni z powtarzających się co roku na Święta filmów. Innymi słowy, powiedzieliśmy nie samotnemu Kevinowi. No to teraz zgadnijcie, co miało wysoką oglądalność w trakcie Świąt? Tak, Kevinie, znowu dałeś radę! A wy, deklaracje, znowu można na Was polegać jak na postanowieniach noworocznych.

Sianie Rarki

Krótko: Plus promuje słowotwór „rarka” poprzez kampanię online, w której tworzy się wrażenie, że „rarka” jest już w użyciu. Czy ludzie kupią taką udawaną popularność „rarki”? Pseudoużytkownicy GG, będący narzędziami kampanii, sami stawiają to pytanie – w efekcie z jednej strony mamy pseudowiadomość, a z drugiej pseudodyskusję na jej temat. Kto się przyłączy? Ja! Ja! Ja! W tej chwili.

Czytaj dalej Sianie Rarki

Nie jestem korektorem (na szczęście)

Zazdrość to chyba najbardziej typowa z typowych polskich przywar. I co najśmieszniejsze, sięga ona samego języka, czy może raczej – ciągnie się za nim, jak ogonek za literką „ą”. Tak, tą jak najbardziej korektorsko poprawną „ą”. Bo jak inaczej niż zazdrością można wytłumaczyć notoryczne mylenie pracy dziennikarza, copywritera czy redaktora z pracą korekty?

Ale od początku, bo może przyda się raz, ale konkretnie, to powiedzieć. Dziennikarz nie jest korektorem. Copywriter też nie jest korektorem. Ba! Nawet redaktor naczelny, redaktor kreatywny czy prowadzący też nie są korektorami. I nikt przy zdrowych zmysłach tego od nich nie oczekuje – oni mają być dobrzy w czym innym, a korektę zostawia się… korektorom właśnie.

Czytaj dalej Nie jestem korektorem (na szczęście)