Start » na szybko
Tomek Banasik opublikował 26 maja 2009 Komentarzy: 22

Zazdrość to chyba najbardziej typowa z typowych polskich przywar. I co najśmieszniejsze, sięga ona samego języka, czy może raczej – ciągnie się za nim, jak ogonek za literką „ą”. Tak, tą jak najbardziej korektorsko poprawną „ą”. Bo jak inaczej niż zazdrością można wytłumaczyć notoryczne mylenie pracy dziennikarza, copywritera czy redaktora z pracą korekty?

Ale od początku, bo może przyda się raz, ale konkretnie, to powiedzieć. Dziennikarz nie jest korektorem. Copywriter też nie jest korektorem. Ba! Nawet redaktor naczelny, redaktor kreatywny czy prowadzący też nie są korektorami. I nikt przy zdrowych zmysłach tego od nich nie oczekuje – oni mają być dobrzy w czym innym, a korektę zostawia się… korektorom właśnie.

Wydawałoby się, że jest to tak oczywiste, że aż bezdyskusyjne. Wydawałoby się. Czasem obserwuję wpisy pod swoimi (i nie tylko) postami na forach, blogiem i innymi luźno rzuconymi w przestrzeń netu myślami, które w niemiłosiernie martyrologiczno/patriotycznym tonie nadymają się np. tak: „jest wyrazna roznica, panie dziennikarzu. I smieszno, i straszno.” (pisownia oryginalna prof miodkowa – tak, nazwisko też sama napisała małą literą, to nie moja złośliwość) albo tak: „“tę regułę”, “tę nazwę”. I autor śmie się nazywać copywriterem/redaktorem?…” – oba wpisy pod tekstem „Odbyt. Nieruchomości” z tego bloga. Oba z mojego punktu widzenia: kompromitujące. Kompromitujące ich autorów, którym brakuje podstawowej wiedzy, kim jest dziennikarz, kim copywriter, a kim korektor. Cóż, bywa, w końcu krowy od byka też niektórzy odróżnić nie potrafią.

Ale dochodząc do sedna. Nie jestem korektorem. I dzięki Bogu! Korektorzy zarabiają mniej, a nawet dużo mniej od dziennikarzy, copywriterów czy redaktorów. Ba, nawet nie są wymieniani w analizach zarobków w mediach, np. tutaj:
przykłady zarobków w mediach
Co ciekawe, nie uwzględniono ich też w zestawieniu zarobków w reklamie:
przykłady zarobków w reklamie
Skąd więc tak notoryczne mylenie pracy pismaków i reklamiarzy z korektorami, skoro oni nawet nie są zaliczani do tej samej branży?
Mimo to zróbmy małe porównanie opierając się na powyższych źródłach. Copywriter zarabia średnio 7200 brutto (mediana). Dziennikarz bardzo różnie, ale w Wawie, na przykład w Wyborczej jest to 3800-6800 netto. Redaktor na przykład w „Polsce” to 5000-9000 brutto. A korektorzy? Niestety jedyny trop na jaki trafiłem (jeśli ktoś ma lepszy, proszę się podzielić), mówi że: „1250 zł – pensja miesięczna korektora w wydawnictwie naukowym” (źródło: link).

Wniosek nasuwają się sam. Po pierwsze – cieszę się, że nie jestem korektorem. Po drugie – korektorom szczerze współczuję, bo widocznie za grosze robią ważną robotę. Natomiast – po trzecie – najbardziej współczuję wszystkim tym, którzy w aktach desperacji poprawiają błędy stylistyczne i ortograficzne na blogach i forach. Nie dość, że perspektywy zarobków na tym stanowisku niespecjalne to jeszcze… najwyraźniej bezrobotni, skoro nie mają niczego lepszego do roboty, jak korygowanie internetu za darmo. Oj biedne wy, biedne prof. Miodkowe, już pożałuję was bidulinki, pożałuję, skoro nikt inny tego nie robi…

O autorze: Tomek Banasik Copywriter, redaktor kreatywny. Uparcie lewituje między dziennikarstwem i reklamą, bo przesyt w którejś z tych działek kastruje kreatywność. Stąd od prowadzenia czasopism ucieka do zmyślania reklam, a kryzysy copywriterskie leczy redaktorką. Cudna schizofrenia o podłożu medialnym. Więcej na: copywriter.

Wpis opublikowano 26 maja 2009 w kategorii na szybko.

Automagicznie powiązane wpisy:

czytasz Reklama po korekcie

Jesteś na pisanym przez copywriterów blogu o reklamie:
- dowiedz się kim jest copywriter,
- zapoznaj się z autorami.

rss reklama po korekcie

Bądź na bieżąco!
Dodaj Reklamę po korekcie do RSS lub otrzymuj wpisy na Twój e-mail.

Komentarzy: 22 »

  • Królowa Nocy napisał(a):

    Korektoruję, zarabiam więcej niż 1250 zł, lubię swoją pracę. Wymykam się Twojemu uogólnieniu :)

  • BF napisał(a):

    Z tego co wiem, to nie wszyscy korektorzy tak źle mają. Ta która poprawia teksty dla firmy w krórej pracuje na brak pracy nie narzeka, bo nie tylko dla nas poprawia. A poprawia dla wielu bo jest profesjonalistka i nigdy jeszcze nie puscila babola ;) Dodatkowy plus tej pracy, to to ze mozna pracowac w domu a poprawione teksty zsylac poczta..

  • Tomek Banasik (autor wpisu) napisał(a):

    Królowo Nocy – jak napisałem w tekście: jeśli ktoś ma lepsze informacje, bo sam żadnych konkretów na temat pensji korektorskich nie znalazłem – bardzo chętnie je poznam. A uogólnienie. Powiedz mi, że po iluś godzinach pracy nad sprawdzaniem w pracy tekstów, chce Ci się jeszcze poprawiać ludzi w necie?

    BF – też pracuję w domu, w redakcji albo agencji pojawiam się mniej więcej kilka razy w miesiącu. ;)

  • Magda napisał(a):

    Witam,
    dla mnie to dość śmieszne tłumaczyć się w ten sposób. To, że nie jest Pan korektorem, nie usprawiedliwia Pana błędów. Moim zdaniem każdy bloger, a tym bardziej dziennikarz, nie powinien publikować tekstów z błędami (owszem, w redakcji ma się od tego korektorów, zatem radzę czasem po prostu pokazać im wpisy). Nie czytałam wszystkich notek, ale jestem regularną czytelniczką tego blogu. Uważam jednak za dość nieprofesjonalne „czepianie się” i robienie problemów z powodu tego, iż ktoś Pana poprawił w komentarzu.
    Poprawną Polszczyzną powinien posługiwać się każdy Polak i to, że nie jest się korektorem (a dziennikarzem) nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Abstrachując już od zarobków wyżej przytoczonych, które są tu podane zupełnie niestosownie).
    Pozdrawiam, Magda.

  • Tomek Banasik napisał(a):

    Pani Magdo – widzę, że nie przeczytała Pani tekstu, albo przeczytała go wybiórczo. Odniosłem się w nim do bardzo prostej sytuacji w której „masturbatorzy poloniści” (jak to się czasem o nich mówi) podważają umiejętności dziennikarzy np. dlatego, że w pośpiechu piszą oni po prostu niechlujnie ortograficznie. I mają rację, że tak piszą!
    Od dziennikarzy wymaga się szybkości pisania, stylu, merytoryki, a nie w 100% poprawnej ortografii. I niestety – mam nieodłączne wrażenie, że takie zarzuty w 90% przypadków stawiają niespełnieni dziennikarze (bo brakło im talentu, siły przebicia, czegokolowiek), albo sfrustrowani nauczyciele. A zarzuty te – podtrzymuję swoją opinię – są idiotyczne.

  • Magda napisał(a):

    Przeczytałam tekst. Chciałam tylko zwrócić uwagę, że blog jest miejscem, w którym zawsze można zmienić to, co się napisało. Dlatego nie rozumiem, dlaczego nie może Pan po prostu poprawić tych błędów, a robi z tego problem. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że często dziennikarz musi pisać szybko i błędy mogą się pojawić. Gdy oddaje się tekst do publikacji, tak jak wyżej napisałam, poprawia korektor, na blogu można to zrobić samemu. Skończył Pan przecież polonistykę.
    Bynajmniej nie zarzucam dziennikarzom braku kompetencji i nie to miałam na celu komentując powyżej.
    PS Nie jestem ani niespełnioną dziennikarką ani sfrustrowaną nauczycielką.

  • Tomek Banasik napisał(a):

    A kto powiedziałe, że nie poprawiam wytkniętych błędów? Pani Magdo, Pani poziom teoretyzowania w tych dwóch wypowiedziach jest rozbrajający :)

    W ukończenie polonistyki nauczyło mnie przede wszystkim jednego – język (i pisany i mówiony) to „tylko” i „aż” sposób komunikacji, a nie złoty cielec polonistów.

  • Królowa Nocy napisał(a):

    Tomku
    Pytasz czy chce mi się poprawiać ludzi w necie? Nie widzę w tym ani celu, ani sensu, chyba że wiem, ze autor jest wdzięczny za takie uwagi. Natomiast rozróżniam pracę i czas wolny – gdy sama piszę na blogach, forach, itd staram się pisać poprawnie, ale nie przykładam do tego tak dużej wagi, znajomi mi czasem zwracają uwagę na jakąś literówkę na moim blogu – szczerze dziękuję i poprawiam, ale nie zadręczam się myślą „ojej, zrobiłam błąd i on tam wisiał dwa dni!!” ;-)
    Także wytykanie błędów na blogach – zależy, jeśli wiem że tak samo jak ja autor będzie zadowolony – owszem, podpowiem gdzie jest źle. W innym przypadku zamilczę, a gdy błędów będzie tyle, że będzie mi się źle czytać – pójdę gdzie indziej, internet jest duży :-)

  • Magda napisał(a):

    A kto powiedziałe, że nie poprawiam wytkniętych błędów?

    Wpadłam na to czytając przytoczony wpis ;) – http://copywriter.net.pl/2009/04/odbyt-nieruchomosci/

    Widzę, że jednak nie dojdziemy do porozumienia :)

    Pozdrawiam.

  • Tomek Banasik (autor wpisu) napisał(a):

    Magdo-teoretyczko – naprawdę? Widać rzeczywiście nie wiesz jak się pracuje w mediach. A pracuje się tak, że nieczęsto ma się czas na poprawianie luzem rzuconych komentarzy na blogu. Ale dobrze, skończysz studia, zrozumiesz czym się różni teoria od praktyki to porozmawiamy…

    Królowo – ja nie mam nic przeciwko wytykaniu błędów na blogach. Po prostu czym innym jest napisać: „hej, ale zmień tą literówkę, bo razi”, a co innego napisać: „hej, masz tam literówkę, dupa z ciebie nie dziennikarz czy copy”. Pierwsze jest w 100% ok. Drugie to bzdura a w dodatku – z mojego punktu widzenia – ewidentny przejaw typowo polskiej zazdrości lub zakompleksienia.

  • Nomad napisał(a):

    Moja żona jest korektorką. W tym miejscu, chciałbym podziękować wszytskim:
    - pisarzom,
    - tłumaczom,
    - copywriterom,
    - dziennikarzom i redaktorom.
    Za co? Za ogromną dawkę zabawy i humoru. Błedy jakie pojawiają się w poprawianych tekstach są tak kosmiczne, że nigdy nie wpadłbym na to, że aż tak można nie znać gramatyki i ortografii. I nie mówię tu o błedach wynikających z pośpiechu czy roztargnienia. Są to błędy wynikające z braku podstaw języka i tzw. warsztatu literackiego. Dodatkowo widać, kiedy autor chociaż raz przeczytał, to co napisał a kiedy dokładnie olał swój tekst.
    Zabawa jest nie z tej ziemi.

  • christobal napisał(a):

    Rozumiem literówkę czy dwie, wszak każdy się czasem śpieszy. niemniej błędy ortograficzne czy stylistyczne u kogoś kto „pracuje językiem” są, moim zdaniem, dyskwalifikujące.
    Tłumaczenia, że „nie jestem korektorem, na szczęście” takoż.

  • amores_perros napisał(a):

    A ja jestem i copywriterem, i korektorem – i proszę mi wierzyć, można połączyć te dwie dziedziny działalności;) Innymi słowy – da się być kreatywnym, pisać celne, błyskotliwe teksty, a jednocześnie nie popełniać błędów językowych. Trzeba tylko chcieć;) Przyznam, że dla mnie nawet świeży, intrygujący można w lot spaprać, przekuwając go na tekst, który zawiera błędy.

    Korekta to taka „wykończeniówka”, ostatni szlif tekstu. I nie chodzi o jakąś hiperpoprawność – ale prozaiczny _brak pomyłek_, który pozwoli odbiorcy skupić się na myśli, jaką chcemy (my = copywriterzy) przekazać, a nie – odwróci jego uwagę głupim błędem;)

    Z przykrością muszę też przyznać, że Nomad ma rację;) Copywriterzy i dziennikarze bywają bardzo niechlujni. Osobiście znam paru copy, dla których użycie w reklamie prasowej sformułowania: „Masz ciężki orzech do zgryzienia?” nie stanowi powodu do wstydu. Cóż, myślę, że jednak powinno;)

  • Maciek napisał(a):

    To, że jest się zawodowym tekściarzem/pisarzem nie zwalnia od obowiązku stosowania właściwiej polszczyzny. Większość Polaków nie jest korektorem z zawodu a zarówno w szkole, jak i później są pociągani do odpowiedzialności za to, co i jak napiszą.

    Skoro jednak uroczyście się Pan z niej zwolnił, wypada tylko zmienić tytuł tej strony ;).

  • jola napisał(a):

    Witam,
    trafiłam tu przypadkiem. Choć dyskusja ciekawa, to jednak trochę jałowa.

    Pan Maciek napisał:
    „To, że jest się zawodowym tekściarzem/pisarzem nie zwalnia od obowiązku stosowania właściwiej polszczyzny. Większość Polaków nie jest korektorem z zawodu a zarówno w szkole, jak i później są pociągani do odpowiedzialności za to, co i jak napiszą.”
    Wszystko to prawda, ale i zwyczajna teoria. Z praktyką jest inaczej. Przywołam dwa skrajne przypadki.

    Pewien znany i szanowany dziennikarz „GW” pisze bardzo mądre teksty o wszelakim ptactwie. Tyle że, kiedy zaczynał, w tekstach tych pełno było błędów, takich dyslektycznych i dysgraficznych.
    Czy to znaczy, że należy go zdyskwalifikować? Jasne, że nie.
    W zamierzchłych czasach studenckich praktyk miałam też takiego ucznia – dziecko pisało mądrze, z polotem, ale z błędami, miało też tak zwany papier na wszelkie „dys…”. Wiem, że to nic niezwykłego, ale warto o tym pamiętać

    Wniosek jest taki – korektorzy są od korekty, dziennikarze od pisania. I tego się trzymajmy.

    Jest jeszcze kwestia ignorowanie jednej grupy zawodowej przez drugą:) Znam poważnych panów redaktorów, którzy stwierdzili, że korekta to betka. Co, sami nie poprawią po sobie? Konsekwencje są takie, że w polskiej wersji pewnego popularnego komiksu roi się od błędów. Drobnych błędów, ale jednak.

    Co do „masturbatorów polonistów” – jest to dziwne zjawisko… Po pierwsze – tropienie błędów często przeradza się w jakąś obsesję. Po drugie – trzeba sobie uświadomić, jaki cel ma wpis na blogu. W wydawnictwach książkę daje się najczęściej do dwóch korekt, a i tak czasami jakiś błąd (chociażby literówka) gdzieś się pojawi. Jak zatem traktować teksty z blogów? Wysyłać do korekty, czytać pięćdziesiąt pięć razy? No nie! W końcu to nie Bralczyk, Miodek czy inny językoznawca pisze…
    Po trzecie – kiedy się tak wymądrzamy, jesteśmy cholernie nudni;)
    Zatem niech każdy pilnuje swojego poletka:)
    Pozdrawiam,
    Jola

  • misz napisał(a):

    A wyjaśnienie jest proste, spora cześć osób uzdolnionych jest po prostu dyslektykami i dysgrafikami – przynajmniej wśród osób uzdolnionych plastycznie (tu mam doświadczenie), ale przypuszczam że w innych grupach jest tak samo. Jakoś tak ten padół jest zbudowany.

    Dyskusja jest zbędna, poprawność językowa powinna być ale dyskredytowanie kogoś, za problemy czy niechlujność pisania, w innych czynnościach jest żałosne. Mnie kiedyś klient zjechał projekt graficzny serwisu www bo w przykładowym tekście (jego zresztą autorstwa) była literówka … dla nie kumatych: i żenujące nie było jej popełnienie.

  • Ewa napisał(a):

    A skąd pomysł, że poprawki pod tekstem wyszły spod pióra demonicznego „zawodowego korektora”? A jeśli nawet, to czy rzeczywiście określa to w jakiś sposób całą grupę zawodową? Forma tych uwag była raczej nieuprzejma, to fakt. Ton frustracji pobrzmiewał, nie da się ukryć.
    Ciekawe jednak, że w odwecie dostało się wszystkim korektorom – że frustraci, że zarobki śmieszne, że pozbawieni polotu, iskry twórczej itp. Niby wspomniano, że ich praca ważna, a jednak cały tekst pełen pogardy. Oj małe to, małe.
    Rzeczywiście: i śmieszno, i straszno.

  • Tomek Banasik napisał(a):

    Przepraszam ale – nie zgadzam się. Skoro w którymś momencie tekstu atakowałem zawodowych korektorów to proszę o zaznaczenie w którym, a jeśli faktycznie tak jest to odbierane (nie było to moją intencją) to ten fragment usunę.

    Jeśli nie jest widoczne, że odnoszę się do „korektorów internetowych”, którymi najczęściej są osoby nic nie wiedzące o realiach pracy w branży (dlatego tak górnolotnie się nadymają) to cóż – widocznie źle napisałem tekst.

    Pozdrawiam

  • cyan napisał(a):

    Magda napisała:

    „Poprawną Polszczyzną powinien posługiwać się każdy Polak i to, że nie jest się korektorem (a dziennikarzem) nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Abstrachując (…)”

    Made my day, Magda, thx.

    (dla mniej spostrzegawczych: http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=abstrahuj%B1c )

  • cyan napisał(a):

    W zasadzie, zacytowany przeze mnie krótki fragment z Magdy powinien chyba brzmieć:

    „Poprawną polszczyzną powinien posługiwać się każdy Polak, i to, że nie jest się korektorem, (a dziennikarzem) nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Abstrahując (…)”

    Kto był dobry w „znajdź 10 różnic”, doliczy się ich tu czterech.

    Disclaimer: być może moja ortografia nie jest idealna, ale mnie wolno. Ja nie uderzam w teh drama.

  • Ile zarabia korektor tekstów? « Copywriter – teksty na wagę złota napisał(a):

    [...] Otóż parę dni temu miałem okazję znaleźć w sieci pewien artykuł, który możesz przeczytać tutaj. Ma on już swoje lata (tekst, nie autor) ale przeszedł jakoś tak bez echa. Czyżby wszyscy [...]

  • Tomek Banasik (autor wpisu) napisał(a):

    Temat odkopany z zaświatów, ale odpisałem na równoległym blogu :)

Skomentuj wpis!

Opcje: trackback (jeśli nawiązujesz do tego wpisu na swoim blogu) i RSS dla komentarzy (jeśli chcesz być powiadamiany o komentarzach).

Pamiętaj: nie ma zasad, poza kulturą.

Tagi możliwe do użycia w komentarzu:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Dla awatarów uruchomiony jest system Gravatar, który wymaga rejestracji na stronie Gravatar.